Jeśli nie lubisz Coca-Coli, McDonalda, czy spedalonego Starbucksa, to jest jedna amerykańska marka, którą możesz pokochać: zapalniczka Zippo. Wcale nie musisz palić papierosów czy nawet zioła, żeby jarać się tym małym i zgrabnym gadżetem, który bywa dziełem sztuki. Wyobraź sobie, że wyprodukowano już ponad pół miliarda tych zapalniczek!

Podobno pierwszej zapalniczki Zippo nie kupuje się w sklepie, tylko otrzymuje w prezencie. Tak było w moim przypadku. Wręczył mi ją sam David Warfel, dyrektor ds. marketingu międzynarodowego Zippo Manufacturing Company. Spotkałem go w 2012 roku podczas prezentacji firmy w Warszawie.

– Zippo to coś więcej niż produkt, to styl życia. Gdy miałem dziesięć lat i zostałem skautem, od razu kupiłem Zippo – czarował mnie Warfel, ale skoro fani tych zapalniczek są członkami 11 światowych klubów kolekcjonerskich, to coś w tym musi być. Już samo nalewanie benzyny do Zippo i pielęgnacja to fajny rytuał. Kiedyś, gdy testowałem moją zapalniczkę, to zupełnie przypadkiem zapaliłem cygaro, które też dostałem w prezencie, ale się oczywiście nie zaciągałem 😉 Co było dymuuu 🙂

Przejdźmy jednak do początków. George Blaisdell, założyciel firmy, był w latach 30-tych XX w. jednym z tych amerykańskich farciarzy, którzy znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie. Swoją pierwszą zapalniczkę wzorował na austriackim modelu: wzmocnił obudowę, dodał pokrywkę, a z pierwowzoru zachował wiatrochronny komin. Solidność i praktyczność Zippo docenili amerykańscy żołnierze, którzy wyruszali z nią na fronty II wojny światowej. W ten sposób rozpropagowali zapalniczki w krajach, do których wiodły wojenne ścieżki. Po wojnie firma z powodzeniem rozpoczęła masową produkcję. A Zippo powoli zyskiwało rangę ikony amerykańskiego stylu, niezawodności i doskonałej techniki.

Zresztą od samego początku wszystkie zapalniczki Zippo opatrzone były wieczystą gwarancją Blaisdella: „Będzie działać, a jeśli nie, to naprawimy ją za darmo”. W ciągu ponad 80 lat istnienia firmy nikt nie wydał na naprawę ani centa.

Każdego roku fabrykę w Bradford w Pensylwanii opuszcza niezliczona ilość wzorów zapalniczek: polerowane, matowe, opalizujące, kolorowe, z motywami militarnymi, historycznymi, symbolami religijnymi, z przyrodą, abstrakcją, ze znanymi markami jak np. Jack Daniels czy Harley Davidson i całą masą innych propozycji.

Pokochana przez amerykański świat filmu, telewizji i teatru zagrała w 1500 produkcjach. Quentin Tarrantino nigdy nie rozstaje się ze swoją zapalniczką, a członkowie The Rolling Stones fotografowali się z Zippo w dłoniach.

Na całym świecie firma zatrudnia 800 pracowników, a w głównej siedzibie w Bradford, 150. To kropla w morzu 5 milionów kolekcjonerów zapalniczek na naszym globie.

W Polsce sprzedaż Zippo rozpoczęła się w 1993 roku, a jedynym dystrybutorem tej marki w kraju jest firma Batek. Wśród niezliczonych wzorów zapalniczek są także te z polskimi motywami.

Zippo to teraz także sprzęt turystyczny, okulary przeciwsłoneczne, pióra, benzynowe ogrzewacze do rąk, a nawet perfumy… bo jak inaczej uratować firmę przed upadkiem, skoro mimo aktywności kolekcjonerów sprzedaż zapalniczek spada w związku z rosnącą modą na niepalenie?

Ja też nie palę, ale uwielbiam charakterystyczny dźwięk otwierania Zippo, zapach benzyny i miłą w dotyku metalową obudowę. To po prostu super gadżet dla faceta, a w wakacje można poszpanować przy ognisku na kempingu 🙂

A jak się nudzisz, to zawsze możesz nauczyć się triku, jak na filmie poniżej: Twilight Zone, w wykonaniu Wiktora Tomonia z Polskiego Forum Miłośników Zippo:

I pomyśleć, że tak wydawałoby się banalna rzecz służąca równie banalnej czynności, jak zapalanie papierosa, podbiła serca ludzi na całym świecie! To musiało powstać w USA 🙂

Polub bloga na Facebooku, śledź na Twitterze.
Obserwuj mnie na Instagramie

Zobacz, to jest ciekawe