Ustka, rok 2020

Jesteś na plaży i właśnie nasmarowałeś olejkiem plecy swojego chłopaka. Lekka bryza od strony niebieszczącego się morza przynosi odrobinę ulgi od upału. Jest cudownie, wszyscy wokół uśmiechnięci. Dwie panie na kocu obok wystawiają do słońca swoje wdzięki, ale ty wolisz podziwiać muskularne ciało ratownika, który wchodzi na swoją wieżyczkę obserwacyjną. Robisz to jednak dyskretnie, bo twój ukochany karmi cię teraz truskawkami i patrzy głęboko w oczy. Tak jak wtedy, przed hotelem, tuż po upojnej nocy. Gładzisz go po twarzy i uciekasz myślami w nieodległą przyszłość, bo już za tydzień staniecie na ślubnym kobiercu. Szykuje się wyjątkowa uroczystość. Będziecie pierwszą parą w Polsce, która dostąpi tego zaszczytu. Wreszcie po latach zniewag, ucisku i wykluczenia, wy, dwaj kochający się przyjaciele, będziecie mogli żyć jak na małżeństwo przystało.

Twój narzeczony zrobił ci jeszcze niespodziankę, mały event na plaży: nagle dookoła rosną długie tyczki z tęczowymi flagami, ludzie wstają z żółciutkiego piasku, bo właśnie poprosił o to czyjś głos przez megafon. Nagle słyszysz jeszcze: Zapraszamy Roberta i Marka do naszego baru pod palmami. Jesteś oczarowany i trochę onieśmielony, jednak idziesz za rękę z Markiem. Ludzie biją wam brawo, pozdrawiają. Uśmiechasz się skromnie, trochę niepewnie jeszcze, ale w głębi duszy jesteś przeszczęśliwy. Mieszkasz przecież niemal w epicentrum europejskiego dobrobytu. Wreszcie możesz cieszyć się pełnią życia, wolnością w tak wielu dziedzinach: będziesz mógł zaadoptować dzieci, które dzięki in vitro urodzi twoja przyjaciółka. A jeśli ciąża nie będzie przebiegać pomyślnie dla twojego potomstwa zdecydujesz się na aborcję w jednej z klinik w Polsce. Zresztą po co aborcja? Przecież na etapie in vitro będziesz mógł zdecydować o zdrowiu twoich pociech i dasz szansę tylko tym zarodkom, które najlepiej rokują. Nie ma potrzeby obciążać kogokolwiek cierpiącym potomstwem, a już szczególnie wielkodusznego państwa, któremu zawdzięczasz te wszystkie dobrodziejstwa. A kiedy dożyjecie już swoich lat, wspólna eutanazja w jakimś górskim kurorcie dopełni wasz dobrostan. Już myślisz o odpowiednim zapisie w testamencie.

Z marzeń budzi cię coś zimnego i podłużnego, które ktoś wkłada w twoją dłoń, to powitalny, gratisowy drink, o jakże uroczej nazwie „Sex on the beach”. Podchodzisz do kontuaru ze swoim narzeczonym pośród rozentuzjazmowanego tłumu. Gratuluje wam jakaś para kobiet z Włoch, już po ślubie. Robicie sobie słodkie selfie na Inastgrama, a hashtag AlmostMarriage przynosi dziesiątki tysięcy polubień. A ktoś zza waszych pleców wypuszcza kilka śnieżnobiałych gołębi. Są media, jest cool.

Właśnie wtedy kątem oka dostrzegasz pewnego mężczyznę. Aż drgnąłeś, ale jeszcze nie wiesz, czy to przez jego wyjątkową urodę, czy jakieś przeczucie. Nie pamiętasz do końca czy poznałeś go gdzieś na zakupach w markecie, czy na parkingu przed aquaparkiem z gromadką dzieci, tak, tych uroczych śniadych aniołków z kręconymi, czarnymi włosami, których zdjęcia dyskretnie robiłeś swoim iPhonem. Wiesz tylko, że ten człowiek mówi z śmiesznym akcentem i nie jada wieprzowiny. Jego ciemna karnacja podniecająco kontrastuje z bielą powłóczystego ubioru. Zbliża się do baru zamaszystym krokiem i ma w oczach coś co cię tak urzekło czy zaniepokoiło? Przedziera się do was przez tłum, rozchyla koszulę, i krzyczy, lecz nie do końca rozumiesz czy to na wasz wiwat? Nagle czujesz, że ktoś chwyta cię za ramiona i ciągnie w dół. W ostatniej sekundzie widzisz to, co znasz z telewizji – pas szahida opinający talię przystojnego, śniadego faceta. Ułamek kolejnej sekundy później i otoczenie rozrywa przeraźliwy huk eksplozji, a ciebie spowija chmura szaroburego dymu, z którego pada deszcz porozrywanych ciał. Nic nie widzisz, słyszysz wrzaski, ale jakby pod wodą. Czujesz tylko jak coś ciągnie cię po ziemi, a twoje ciało przepełnia niewyobrażalny ból. Jednym, ocalałym okiem spoglądasz na czyjeś twarze, które pochylają się nad tobą. – O jak dobrze, jest ratunek – myślisz sobie. W tej samej chwili stwierdzasz jak bardzo się pomyliłeś. Czyjaś stopa ląduje na twojej piersi. W blasku słońca błysnęło stalowe ostrze, po chwili jego chłód wędruje po twojej szyi. I już tylko ciemność.

Zobacz, to jest ciekawe