Jest przejrzysta, napisana ze swadą i bardzo fajnie zilustrowana – Social Media Start – najnowsza książka Jasona Hunta, fundamentu polskiej blogosfery, znakomity poradnik nie tylko dla początkujących blogerów. Systematyzuje wiedzę i daje nadzieję 🙂

To co w niej pokochałem od pierwszego wejrzenia, to narracja: początkujący bloger jest jak rozbitek na bezludnej wyspie, którą powoli poznaje i zasiedla. Żeby przetrwać musi postawić sobie chatkę i kilka innych budynków. Wreszcie wchodzi na najwyższy punkt na wyspie i stwierdza, że nie jest sam i mimo „strasznej świadomości niepewności” może iść naprzód.

To dokładnie moje doświadczenie! Zwłaszcza, że początki mojego blogowania były bardzo burzliwe. Czułem się jak ktoś, kogo wsadzono do szalupy i odstawiono na jakiś nieprzyjazny, skalisty ląd pośrodku Oceanu. Byłem tak wściekły, że nie bacząc na noc, burzę z piorunami i okoliczne pożary, zbudowałem, zgodnie z nieznanym mi jeszcze zaleceniem z książki, „pierwszą chatkę”. Napisałem później dwa teksty, które trochę opowiadają o tym, jak to było z tym zapakowaniem mnie do szalupy. Przeczytasz tutu.

 

Dzięki odwołaniom do motywu bezludnej wyspy, Social Media Start, nie jest po prostu książką ze zbiorem porad i złotych myśli, tylko wciągającą historią. Hunt uwodzi mnie i pieści prawie każdą stroną. Mam wrażenie, że szepcze mi do ucha: „rób tak, tego unikaj”. A już zupełnie zachwyciły mnie nawiązania do „Tajemniczej wyspy” Juliusza Verne’a (zaczytywałem się niegdyś, teraz wracam do tego dzięki moim dzieciom) oraz to, że Hunt notatki do książki trzymał w teczce podpisanej „Projekt Cruzoe”.

Boli, ale mów do mnie jeszcze

Wróćmy jednak do tematu. Kolejna rzecz, za którą cenię Social Media Start to krytyka mojego blogowania. Hunt bezlitośnie wypunktował wszystkie moje niedociągnięcia, m. in. to, że za rzadko piszę, że olałem sobie YouTube, Snapchat i że w ogóle za słabo udzielam się w socialach. I że przez długi czas ignorowałem fakt, że obecnie blog wcale nie oznacza własnej strony pod własną domeną, gdyż bloguje się tam, gdzie są moi odbiorcy, bo lepiej być niż mieć… I za to mu dziękuję. Wreszcie mam motywację do optymalizacji 🙂

Krótko mówiąc – nową książką Hunt mnie kupił do końca, choć światopoglądowo bardzo mi do niego daleko. Potrafi jednak tak blogować, że jeśli już dotyka kwestii np. politycznych, że trudno się z nim nie zgodzić. A dlaczego? Z bardzo prostego powodu: wsłuchując się w media używa mózgu, a nie tylko uszu. Stosuje prostą zasadę – większość się myli. Dociera do źródła i mówi jak jest. Świetnym przykładem jest tekst Najgorszy sort Polaków. O co w tym chodzi? Do takiego podejścia również zachęca w książce.

 

SEO i inne zabawki

Hunt przeprowadza też przez całą procedurę tworzenia ekosystemu blogowania. Uświadamia, że wszelkie blogowe działania trzeba planować. Ale też np. dzieli się drobiazgową instrukcją konfiguracji jednej wtyczki Yoast SEO, której również i ja używam.

Niektórych technicznych porad jeszcze nie wprowadziłem, np. nie założyłem konta na PayPalu (bo znajomi mają, to pomogą z transferem środków :-)) czy dwustopniowej weryfikacji w logowaniu do poczty, bo nie jestem przekonany. I nie korzystam jeszcze z Brand24, ale kto wie, może jak się na wyspie lepiej rozsiądę, a kolejne chatki będą solidniejsze, to w to wejdę.

Część wskazówek napisana jest dla kompletnych żółtodziobów. Jednak trudno uwierzyć, by w naszych czasach ktoś nie wiedział gdzie i jak kupić domenę lub hosting. Moje dzieci (6 i 8 lat) potrafią obsługiwać smartfona, znaleźć i porównać najlepsze oferty zabawek na Allegro, skorzystać z wyszukiwarki, odnaleźć bajkę na YouTube czy w KhanAcademy napisać kilka linijek programu, który na ekranie rysuje figury geometryczne. I podejrzewam, że moje dzieci nie są wyjątkiem.

Nieco starsi, ci z pokolenia C, którzy lubią pracować flexi i są „connect, communicate, change”, technologiczne arkana internetu mają raczej w małym palcu. W końcu trzeba jakoś wrzucać na insta czy snapa te fotki z karmelowym frappuccino ze Starbucksa. Z drugiej strony, jeśli taki młodziak pyta jak zmienić kolor liter w WordPressie, to może dobrze, że jednak takie poradniki, jak Social Media Start, powstają. To może być dla niego kwestia przeżycia 🙂

 

 

Największą wadą książki jest to, że szybko się kończy.

Really. Ale podejrzewam, że będzie jakiś ciąg dalszy, bo okładka na grzbiecie ma rzymską jedynkę. Łatwo więc dostawić kolejną kreskę. Poza tym Hunt obiecał dodatkowe rozdziały książki przez newsletter, zatem czekam.

Fajna, estetyczna i miła w dotyku okładka, mogłaby jednak być sztywna. Przy moim stylu czytania (dziesięć razy odkładam gdziekolwiek, bo maluch poraczkował tam, gdzie nie powinien; pięć razy rzucam ją w kąt, bo spieszę się na spotkanie, wrzucam do reklamówki i taszczę w zatłoczonym tramwaju, itd.), już się trochę pogniotła.

Wracając jeszcze do zawartości, to w książce Hunt odsyła do domen związanych z blogiem. Pomysł fajny, bo dzięki temu dowiedziałem się o JasonHunt.in – blog tylko po angielsku, bardzo kameralny (niewielu komentujących i mało odsłon). Z kolei JasonHunt.audio nie działa! JasonHunt.studio jakby jeszcze w budowie, ale parę fajnych wpisów można tam znaleźć.

Chciałbym być bardziej surowym krytykiem, ale chyba nie potrafię w tym przypadku. Wolę raczej zabrać się do roboty i zaorać co trzeba w moim blogowaniu. Nie jeden pług pewnie się połamie, ale co tam. Może kiedyś „pewnego dnia w swojej osadzie zobaczę łysego kolesia w trampkach, spacerującego z jamnikiem na smyczy” długo z tej osady nie wyjdzie i będzie wciąż wracał.

Kup już teraz Social Media Start na sklep.jasunhunt.pl. Pora z rozbitka stać się osadnikiem!

Polub bloga na Facebooku, śledź na Twitterze, zapisz się na Newsletter
Obserwuj mnie na Instagramie

Zobacz, to jest ciekawe