Niedawno wyczytałem, że pierwsza impreza sylwestrowa odbyła się nieco ponad 1000 lat temu. Dokładnie to była noc z 999 roku na 1000 rok. Nikt jednak nie wyczekiwał na nią z radością, tylko z przerażeniem. Wieść niosła, że z końcem roku pojawi się Lewiatan, mityczny stwór, który unicestwi ludzkość i cały ziemski padół łez. I co? I nic. Lewiatan nie raczył się pojawić. A ówcześni Rzymianie tak bardzo odetchnęli z ulgą, że 31 grudnia świata nie trafił szlag, iż wyszli w nocy na ulice, wytoczyli pewnie niejedną beczkę wina i balowali do białego rana…

Nie wiem czy zauważyłeś, że co jakiś czas straszą nas takimi „Lewiatanami”. Zwłaszcza, gdy następuje jakaś okrągła data. Ale nawet ostatnio nawet to się zmieniło, widziałem jakieś wpisy na fejsie, że to właśnie w 2017 roku porwie nas licho albo przynajmniej Putin potknie się o guzik atomowy.

„Wczoraj Polska umarła”

Nie chciałbym być złym prorokiem, ale powiem tak – kolejna bzdura! Podobnie widzę to w odniesieniu do czarnowidztwa niektórych odnośnie politycznej sytuacji w Polsce. Pani Paulina Pietruczuk napisała w swoim felietonie na wyborcza.pl, że Polska (czyli nasz najbliższy świat), właśnie umarła. Zgon miał nastąpić 10 stycznia tego roku. Ubawiłem się setnie z tego nekrologu, pomijając fakt, że to dramatyczne oświadczenie ukazało się na łamach medium, którego wydawca jest w stanie agonalnym.

Pani Pietruczuk nie szczędziła melodramatycznych określeń pod adresem obecnej władzy: „Mam ochotę spuszczać głowę, mówiąc, że jestem Polką.”, „Nie mogę wybaczyć obecnej władzy tak silnego podziału Polaków.”, „Najgorsza jest retoryka, jaką się posługujecie. Retoryka nienawiści, zemsty, podziału ludzi.”, „Kim jesteście, żeby niszczyć ten Naród?”, „Stawicie czoło ocenie, jaką Naród Wam wystawi za x lat? Wasza władza nie jest wieczna – żadna nie jest.”, „Macie na swoim koncie jeszcze jedno osiągnięcie – zmusiliście mnie do myśli o emigracji.”, „Wczoraj Polska umarła. Umarły podwaliny demokracji, umarło jej dobre imię, umarł szacunek, jakim nas darzono.”

Jak masz ochotę zapoznać się z całym epitafium, to masz tu link do całości felietonu: KLIK.

Prawo symetrii

Założę się, że podobny tekst mógłby spokojnie ukazać się w DoRzeczy, wSieci czy w Naszym Dzienniku, gdyby teraz u władzy byli oponenci. Ja już dawno nie mam złudzeń, że pewne narracje mają uniwersalny charakter. Zmieniają się tylko ich nadawcy, autorzy, wyraziciele. No może tylko teraz jest nieco śmieszniej, gdy przez parę tygodni opozycja trolowała salę posiedzeń sejmu, Petru troluje siebie, a Kijowski po prostu jest trolem, chociaż nie jest posłem. Taka niezręczność.

Żeby nie było – wiele rzeczy, które robi obecny rząd wnerwia mnie. Choćby reforma edukacji, która dyskryminuje edukację domową, z której korzystają moje dzieci. I to, że nadal brniemy w socjalizm, a nie w kapitalizm. Że nadal państwo bruździ przedsiębiorcom (moi znajomi, którzy prowadzą firmy nie pieją z zachwytu na myśl o „dobrej zmianie”), i że media publiczne to nadal jedna wielka tuba propagandowa rządzących.

Może na jedną rzecz warto zwrócić uwagę w tekście Pani Pietruczuk – dawno już nie było takiego Sajgonu u naszych sąsiadów i nieco dalej na wschód. Także ten bliski. „Obserwując od dłuższego czasu, co się dzieje na świecie, tuż za polskimi granicami, nabrałam fatalistycznego przekonania, że wszystko zmierza ku jakieś globalnej katastrofie, apokalipsie.” – pisze Pietruczuk. I ja mam podobne odczucia.

Ale na Boga, Polska umierała już z o wiele bardziej poważnych powodów. Może właśnie dlatego mamy takich rządzących jakich mamy? Obecny stan „tego kraju” to po prostu silniejsze tąpnięcie. To tak, jakby jadąc enty raz tą samą drogą, wpaść kołem w nieco większą dziurę niż ostatnio. Uderzymy podwoziem, może nawet urwiemy tłumik, rozbijemy miskę olejową, ale pojedziemy dalej. Dalej, do warsztatu „kolejne wybory”. I co? I nic?

I jeszcze na koniec ostatnie słowo od Pani Pauliny: „Nie umarło jej miejsce w moim sercu, bo ten kraj jest czymś więcej niż tylko żądną zemsty, nienawistną władzą. Ale jakie to ma znaczenie, skoro myślę już tylko o tym, jak stąd uciec?

Tylko dokąd?”

Pani Paulino, jak to dokąd? Do San Escobar!!!

Polub bloga na Facebooku, śledź na Twitterze, zapisz się na Newsletter
Obserwuj mnie na Instagramie

Zobacz, to jest ciekawe