Pokąsały mnie kobiety, pogryzły. Krew lała się ze mnie strumieniami. Jednak przeżyłem. Podziurawiły mnie, poparzyły czarne wdowy uśmierconych karier, niedopieszczone, niedocenione, ale przetrwałem. Guzik prawda, o tym kryzysie męskości. Po prostu kobietom się w głowach poprzewracało. Chcą rządzić, decydować o świecie, a mężczyzn wystawiają za okno.

Siedzą zamknięte w swoich warowniach poczucia bezpieczeństwa, w szklanych kulach marzeń ściętych głów. Przemądrzałe przełożone, kierowniczki, artystki, ani ciche, ani pokorne. Kolaborantki przeciw mężom.

Spotykałem takie i w korporacjach, i w szacownych ogólnopolskich instytucjach i w mniejszych firmach. Niejedna wiedźma próbowała mnie udupić, bo nie pasowałem do ich świata ciasnych szuflad i segregatorów z nie moim planem na przyszłość. Oj nie mogły mnie oswoić treserki-menedżerki, aktywistki.

Niektóre nie potrafiły znieść, że nie jestem tylko technicznym dodatkiem do życia mojej żony, że niestety mam własne zdanie i nie zawaham się go użyć. Przeszył je nieprzyjemny dreszcz: „Jak to, to on się w ogóle odzywa?”.

A we mnie budziło się atomowe komando pod dowództwem anioła zagłady, aż chciałem się nawalić jak Messerschmitt.

Ma rację kolega Filip Konecki, który napisał na Facebooku:

Kobieta jest konstytucją, facet zaś instytucją. Instytucje
działają niekonstytucyjnie, a konstytucje nie chcą przyjąć poprawek…

Pokąsały mnie kobiety, pogryzły. Krew lała się ze mnie strumieniami. Jednak przeżyłem. Nie dałem się wziąć na smycz i założyć kagańca.

Bądź czujny, walka trwa.

Zobacz, to jest ciekawe