Puszysta kołdra chmur otulała zbocza Gór Błękitnych. Gdzieniegdzie, niczym równo przycięte żywopłoty, wiły się zielone rzędy kawowców. A powietrze przesycone wilgocią zdawało się wlewać do nozdrzy. Mateusz wchodził właśnie do niewielkiej, nastawionej na turystów, niż na masową produkcję, palarni kawy. Za chwilę samodzielnie sprawi, że niebiesko-zielonkawe ziarno przemieni się w ciemnobrązowe, niemal czarne i aromatyczne…

Wiele tysięcy kilometrów od Karaibów, czekałem z utęsknieniem na to złoto do picia. W Polsce kilogram kawy Blue Mountain kosztuje około 700-800 złotych. Ja dostałem opasłą paczuszkę, która… skończyła mi się pod koniec czerwca…

[zdjęcia, za wyjątkiem tego poniżej, pochodzą z instagramowego konta Mateusza, mojego brata]

Wreszcie dotarła przesyłka zza Oceanu 🙂 Dzięki @jzmateusz 🙂

Post udostępniony przez Dominik Jabs (@dominik_jabs)

Przyzwyczajony do mieszanek arabiki zaparzanych w kawiarce, byłem bardzo ciekawy smaku i zapachu jamajskiej kawy. Ciekawe, że opisy wrażeń z degustacji, które wytropiłem w sieci, nijak się mają do moich odczuć. Chyba po prostu kiperzy używają zupełnie innych pojęć i skojarzeń, np.:

Smak i aromat: słodki, pełny, jedwabisty, cytrusy, orzechy, posmak kwiatowy, lekki smak czekolady, itp.

albo:

“Wyraźnie odczuwalna najwyższa jakość ziaren. Smak pełny i harmonijny, wyjątkowo trwały z wyraźnym owocowym tłem. Raczej oszczędna w mocy, ale doskonale zrównoważona”.
(źródło: https://www.czasnaherbate.net/jamaica-blue-mountain-p-591.html)

A jak dla mnie kawa Blue Mountain pachniała świeżym torfem i smakowała ogórkami kiszonymi. Po prostu. Ale to OK. To było coś zupełnie innego. W towarzystwie cukru trzcinowego i gorącego mleka była doskonałym uzupełnieniem śniadania.

#devonhouse #kingston #best #icecream in #jamaica #kingstonbewise #kingstontown #yaad #scoop

Post udostępniony przez Mateusz Jz (@jzmateusz)

Mateusz przebijał się wąską ścieżką w dół zbocza, w kierunku niewielkiego parkingu. Jak zawsze w ciągu dnia w Górach Błękitnych panowała taka cisza, że aż uszy zatykało. Cisza tak różna od zgiełku Kingston, niebezpiecznej stolicy Jamajki.

Co parę dni dzwoniliśmy do siebie przez Facebooka. Mateusz relacjonował z wypiekami na twarzy gdzie był, co robił, jaka otacza go fauna i flora. Podobno kolibry czarnogłowe lubią przelatywać przez marihuanowe chmury dymu. A tutejsze świetliki topią się w szklankach z rumem. Kołyszą się na powierzchni napoju jak statki nocą. Mateusz przywiózł mi nie szklankę, a całą butelkę rumu. Ale spokojnie, nie było w niej żadnych owadów 🙂

#rafting #jamaica #tropical #forest #rainforest #jamaicanice #redstripe #cleanwata #bambooraft

Post udostępniony przez Mateusz Jz (@jzmateusz)

Otworzyłem ją niedawno, by sprawdzić co znaczy prawdziwy rum z Jamajki. Ten który dostałem, Appleton Special Jamaica Rum, jest produkowany od czasów II wojny światowej. Zastępował wówczas niedobory Jacka Danielsa – do tej pory leżakuje się go w beczkach po tym trunku. I rzeczywiście – ma odległy posmak alkoholu z Tennessee. Natomiast zaraz po otwarciu butelki czuć miły zapach moreli. Znawcy wyczuwają ponadto banany, miód i melasę. I przekonują, że to najbardziej “odjechany” rum na Jamajce, o czym możemy przeczytać na portalu pod znamienną nazwą thefatrumpirate.com.

Niestety, tak jak w przypadku kawy, zachwyty kiperów nie pokrywają się z moimi doznaniami. Tym razem na niekorzyść degustowanego trunku. Wystarczy zbliżyć szklankę do ust, by zaatakował Cię ostry, duszący zapach, bardzo podobny do kleju, którego używałem kiedyś do sklejania samolotów. Smak zagłuszony przez bardzo mocno wyczuwalny alkohol (40% o niczym nie przesądza), co w połączeniu z przykrym zapachem sprawia wrażenie jakby piło się jakąś chemię przemysłową…

Pewnie ten rum lepiej smakuje w drinku (polecany z colą i plasterkiem cytryny) albo przed 13:00… o ile jest się piratem 🙂

Nie próbowałem jeszcze jednego specyfiku, który przywiózł z Jamajki mój brat: Easy Highly Nutritious & Energetic Roots Wine z 7% alkoholu. Mała butelka (150 ml) z etykietą jak z domowej drukarki, kryje w sobie wodę, imbir, cukier i moringę, czyli wyciąg z drzewa chrzanowego o legendarnych wręcz właściwościach leczniczych i odżywczych.

#negril #negrilbeach #rasta #italvital #weed

Post udostępniony przez Mateusz Jz (@jzmateusz)

Gorączka tropikalnych dni ustąpiła chłodnej klimatyzacji samolotu. Ostatnie rytmy reggae zostały gdzieś daleko w Montego Bay, Treausere Beach, Kingston i Negril. I już tylko lazurowa tafla Oceanu, niebo płonące zachodem słońca i szum silników. Jamajka – klejnot Karaibów, dawne gniazdo piratów i raj na ziemi – zniknęła za horyzontem.

Jak śpiewa Harry Bellafonte w piosence “Jamaica Farewell”:

Sad to say I’m on my way
Won’t be back for many a day
My heart is down
My head is turning around
I had to leave a little girl in Kingston Town.

#negril #cottageinnegril #jamaica🇯🇲 #9milebeach #hotweather #caribbean

Post udostępniony przez Mateusz Jz (@jzmateusz)

Zobacz, to jest ciekawe