Jak mądrze wychować dzieci? Początkowo uznałem, że należy zrobić wszystko, by były przede wszystkim zaradne. Niezależnie w jakich okolicznościach przyjdzie im żyć, czy to za kilka lat, czy wtedy, gdy nas, rodziców, nie będzie.

To moje wielkie marzenie, by były proaktywne, by porażki nie powodowały kapitulacji, tylko stymulowały do rozwoju. By dzieci potrafiły, kiedy trzeba, ugotować zupę na gwoździu, zamiast rozpaczać jak bardzo jest źle.

Odkryłem jednak, że to plan minimum. Coś, co jest wprawdzie niezbędne do dorosłego życia, ale jeszcze nie daje wystarczającej odpowiedzi na szumną deklarację z tytułu wpisu.

Tę receptę, a jednocześnie plan maximum, wypowiedział Jamie Casap, Google Global Education Evangelist. Brzmi ona tak:

Nie pytaj dzieci kim chcą być, kiedy dorosną, tylko jakie problemy będą chciały rozwiązywać. To zmienia sposób myślenia z „gdzie będę pracował” na „czego muszę się nauczyć, by wykonywać tę pracę.”

Ja wolę jednak poniższą wersję, nieco podrasowaną:

Nie pytaj dzieci kim chcą być, kiedy dorosną, tylko jakie wyzwania będą chciały pokonywać. To zmienia sposób myślenia z „gdzie będę pracował” na „jakie kompetencje muszę zdobyć, rozwinąć, by wykonywać tę pracę.”

Od rozwiązywania problemów, to jest np. GROM i robi to bardzo skutecznie. My i nasze dzieci jesteśmy od pokonywania wyzwań. To znacznie bardziej inspirująca perspektywa, bo jest zaproszeniem do zmieniania rzeczywistości, a nie tylko do destrukcji napotkanych przeszkód w życiu.

Wyzwaniem dla mnie było np. moje odejście z korporacji i próbą cierpliwości dla mojej żony 🙂 Ale dzięki temu znalazłem właściwą ścieżkę zawodową, którą kroczę do dziś. Na pewno wyzwaniem dla mojej rodziny była decyzja o wejściu w edukację domową. Pisałem o tym tutaj.
Zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie, bo uważamy je za najlepsze dla rozwoju naszych dzieci. Najlepsze także, by spojrzeć na ich przyszłość zgodnie z sugestią Jamie Casapa.

 

jak mądrze wychować dzieci

Jest jednak jedna „zmienna” w tej konstrukcji

Na ile działania państwa mogą te dążenia utrudniać, czy wręcz niweczyć. Takim działaniem było m. in. obcięcie o 40% subwencji na edukację domową. To zwykłe draństwo, bo pieniądze powinny iść za uczniem niezależnie jaką ścieżką edukacyjną podąża.

Jednocześnie niedługo po tym zostaje podpisana ustawa 500+, dzięki której popłynie strumyk pieniędzy do wielodzietnych. Wśród nich jest wielu edukatorów domowych, więc powinno to jakoś zrekompensować utratę części subwencji.

Swoją drogą ciekawa zbieżność: rządzący zabrali subwencję na edukację domową, a potem dali kasę na dzieci. Jaki to ma sens? Ale politycy mogą to zrobić. Nawet ci, którzy mieli uosabiać „dobrą zmianę” oraz szczęście i pomyślność. Tak jak następcy obecnie rządzących, którzy np. rozmontują 500+, a jednocześnie nie kiwną palcem odnośnie podatków.

Jak sensownie przeżyć życie

Wracając do głównego wątku: mamy zatem plan minimum (wychowanie do zaradności) wzbogacony o receptę Jamie Casapa. Co do realizacji planu i recepty, to przede wszystkim staram się sobie uświadamiać, że moje dzieci nie są moją własnością, że nie wychowuję ich, ani nie uczę dla siebie (choć oczywiście nie pogardzę ich pomocą, gdy sam będę stary) i że kiedyś wyjdą z domu. Dlatego też nie jestem zwolennikiem podejścia w stylu: robię wszystko, by mieli w życiu lepiej niż ja. To wiąże się z zagrożeniem, że będę dążył do tego, by realizowały moje ambicje, a nie swoje wizje.

Ja mogę jedynie delikatnie sugerować, by nie szły niektórymi ścieżkami w celu ominięcia ewidentnych min, ale wybór będzie należał do nich.

Słowa Jamie Casapa odbieram też bardzo osobiście. Zaczynają oddziaływać jakoś na moje życie, nawet teraz, w dorosłości. Uświadomiły mi, jak ważne jest, by uświadomić sobie własną misję życiową (bo tak ostatecznie interpretuję przywoływany cytat) i mieć sprecyzowane cele. Tylko tak można sensownie i pożytecznie przejść przez życie. I to także chcę przekazać moim dzieciom.

Polub bloga na Facebooku, śledź na Twitterze.
Obserwuj mnie na Instagramie

Zobacz, to jest ciekawe