Najpierw był mail, a po nim szok i niedowierzanie. Wiadomość brzmiała tak:

Szanowny Panie

W imieniu Lockheed Martin mamy zaszczyt zaprosić Pana do hotelu Marriott w Warszawie na prezentację najnowocześniejszego na świecie samolotu F-35 Lightning II, wielozadaniowego myśliwca bojowego piątej generacji wykonanego w technologii stealth…

Pierwsza myśl: WTF!? Marriott nie ma odpowiedniego pasa startowego, dla tego typu maszyn. Ale zaraz, zaraz, ten hotel w ogóle nie ma pasa! To przecież budynek w centrum wielkiego miasta, a nie lotnisko. Może jednak Amerykanie o czymś nie wiedzą? – pocieszałem się.

Jednak fakt, że poobcuję trochę z projektem, który w ciągu 14 lat pochłonął 400 miliardów dolarów, nie pozwalał mi się martwić takimi logistycznymi detalami. Przez chwilę tylko zastanawiałem się dlaczego mnie zaproszono? Już od dawna nie prowadzę audycji lotniczej w Radiu Wnet, ani nie pracuję w Przeglądzie Lotniczym…

fighter-jet-62884_1920

Clue wydarzenia były:

1. spotkanie z Billie’m Flynnem, najprawdziwszym, amerykańskim pilotem doświadczalnym,

2. i jedyna okazja do lotu symulatorem F-35!

Jarałem się tym jak palnik acetylenowy, więc ledwo usiedziałem podczas prelekcji złotoustych przedstawicieli Lockheed Martin. Nie będę Cię zadręczał technicznymi szczegółami. O nich możesz sam poczytać.

F-35

Właśnie zestrzeliłem rosyjski bombowiec Foto: Roman Peczka

Ten moment,

gdy wreszcie mogłem zbliżyć się, a potem usiąść za sterami symulatora… Ciekawe, że mimo gromady facetów z różnych redakcji i instytucji, tłoku przy maszynie nie widziałem. Ja byłem drugi w kolejce. Pozostali średnio garnęli się do polatania, nawet mój kolega Romek z Przeglądu Lotniczego. Panowie albo mieli tego dnia niedobór testosteronu albo skrzętnie maskowali swoje wewnętrzne dziecko.

Ja się raczej obawiałem, żeby czegoś nie zepsuć. Jednak wszystkiego pilnował Ken Cooper, który mógłby równie dobrze obsługiwać klientów w salonie Rolls-Royce’a, co być prezesem FED-u. Wyróżniały go: świetnie skrojony garnitur, drogie perfumy i brązowa łysa głowa, wypucowana niczym hebanowy stół w kolonialnym domu na plantacji bawełny.

– Proszę dopasować sobie wysokość fotela – tłumaczył Ken.

Krótki instruktaż co mam zrobić i po chwili prułem przez wirtualne powietrze. Pieściłem dość sztywny, acz niezwykle zaawansowany joystick. Parametry lotu wyświetlane były na dwóch iPadach. A Ken podsuwał kolejne wskazówki:

– Proszę poruszyć tym przyciskiem… Tu widzi pan dwie maszyny wroga… Teraz proszę wybrać uzbrojenie (padło na rakietę powietrze-powietrze) i zaznaczyć cel… można odpalać – instruował spokojnym głosem.

– Trafił pan – wyjaśnił po chwili, gdy jeden czarny punkcik na niebie stał się dymiącym i spadającym czarnym punkcikiem na niebie. WOW!

Na koniec, po kilku efektownych pętlach i beczkach, chciałem zbombardować gościa zamiatającego podwórze, gdzieś w jakiejś pustynnej bazie, ale Ken się tylko uśmiechnął i pokręcił przecząco głową. Trudno, innym razem – pomyślałem rozczarowany lądując w macierzystej bazie.

F-35

Lubię Amerykanów za ich słoneczny uśmiech

Billie Flynn – as przestworzy

Nie wiem, czy Billie Flynn jest bożyszczem kobiet, ale na pewno ma w sobie coś z asa przestworzy z dawnych lat. Jestem przekonany, że w głębokich bruzdach jego twarzy zostało wyrytych wiele lotów, podczas których spoglądał śmierci w oczy.

5000 wylatanych godzin na 80 maszynach, 25 misji bojowych nad Kosowem i byłą Republiką Jugosławii – to naprawdę imponujący dorobek. A teraz jeszcze pilotuje wszystkie wersje próbne tej maszyny wartej obecnie 100 milionów dolarów każda.

F-35 mówi w samych superlatywach i broni jej przed zarzutami wszelkiej maści hejterów. Chyba nie ma drugiego takiego samolotu na świecie, który spotkałby się z tak ogromną krytyką. Jednak Flynn ten temat zgłębia ze mną dopiero, gdy gasną reflektory, przestają pracować kamery telewizyjne i nie działają już radiowe mikrofony.

Siadamy gdzieś w ustronnym miejscu, których jest mnóstwo w Marriotcie. Środek dnia, więc żaden drink nie pasuje, a wino już się skończyło.

– Nie wierz tym wszystkim mądralom, które będą ci tłumaczyć, że F-35 ma o jeden silnik za mało, że jest za ciężki, a jego skrzydła mają zbyt małą powierzchnię nośną – tłumaczył mi dobitnie Flynn.

– Nie słuchaj tych bęcwałów, którzy będą przekonywać cię, że jest do wykrycia przez radary długofalowe i tradycyjne, pracujące w trybie namiarów różnicowych… – mówił bawiąc się swoją złotą zapalniczką Zippo, chociaż ostatni raz papierosa miał w ustach w liceum, a skręta na studiach.

– Nie daj się też omamić tym, którzy będą cię straszyć, że ten samolot można uszkodzić serią z Kałacha, i że ma zbyt mały udźwig, przez co zabiera niewiele uzbrojenia! – podkreślał coraz głośniej pilot. – Owszem, obecne wersje nie mają instalowanych działek pokładowych, ale po co taka broń, skoro kluczowe są bomby i rakiety, które mogę odpalić z dużej odległości, nie patrząc wrogowi w oczy – przekonywał.

– Potrafię w środku nocy, z wielu kilometrów trafić rakietą w sam środek nawet najmniejszej koziej dupy, która ukryta jest gdzieś za kamieniem na pustyni, a pasterz nie zdąży nawet podciągnąć gaci!!!

F-35

Trochę się chłopaki popisywali, ale potem dali polatać

– Nie wątpię – przerwałem delikatnie przemowę Flynna. – Przyznasz jednak – kontynuowałem – że wieloletni program budowy i rozwoju F-35 bardziej podreperował amerykańską gospodarkę, niż amerykańskie czy światowe bezpieczeństwo. Przecież części do myśliwca powstawały w firmach ulokowanych w większości amerykańskich stanów. To znaczy rzesze ludzi miały pracę. Nie licząc zaangażowania wielu krajów…

Billie spojrzał na mnie z uśmiechem i rzekł już całkiem spokojnie:

– Teraz rozumiesz, że jeśli coś zaszkodzi dalszemu rozwojowi, partnerzy nawalą, a klientów zabraknie, to wszystko się rozsypie jak domek z kart kredytowych…

Podniósł się z fotela i razem ruszyliśmy do windy, która miała nas zawieść na ostatnie piętro Marriottu. Flynn mówił dalej:

– Jesteśmy tu po to, aby kusić wasz rząd nowym offsetem. Po transakcji z F-16, chcemy nadal robić z wami interesy, bo macie najlepszą wódkę, piękne kobiety i ułańską fantazję! Zobaczysz, twoje wnuki będą fotografować F-35 z biało-czerwonymi szachownicami, podczas przelotu nad Warszawą w czasie święta Wojska Polskiego!

F-35

Patrzcie, jak nam się podlizują. Nawet Powstańców wzięli na sztandar.

Jeszcze na pożegnanie, gdy staliśmy na krawędzi dachu budynku, dał mi pendrive ukryty w modelu myśliwca:

– Tu jest wszystko: kurs dolara i euro na najbliższe 10 lat, ceny ropy na dwie dekady, jak zginął Kennedy i telefon do Taylor Swift… W razie potrzeby nie wahaj się użyć. Tylko pamiętaj….  – ale jego słowa zagłuszył huk czarnego śmigłowca, który zakołysał się nad nami. Z jego boku wypadła sznurowa drabinka i po chwili Flynn dyndał już nad Warszawą. Pokazał jeszcze kciuk uniesiony do góry, po czym zniknął wewnątrz maszyny.

A ja zrobiłem krok i, szybując w dół wieży Marriottu, otworzyłem spadochron. Ech… Czas wracać na ziemię.

Zobacz, to jest ciekawe